Roztocze rowerami z Agnieszką
← Wszystkie wpisyW 2011 roku planowaliśmy pojechać na rowerową podróż poślubną. Wtedy pogoda pokrzyżowała nam plany, potem były dzieci, Holandia, powrót, więcej dzieci, dom... W tym roku otworzyło się okno możliwości – Ewa, Brunon i Stefan na obozach i koloniach ZHR, dziewczynki na trzy dni u dziadków – więc wracamy do tematu. Ponieważ czasu jest mało, wybór pada na Roztocze – to najsensowniejszy rowerowy kierunek blisko Słowików, gdzie zostawiamy dziewczynki. Z Roztoczem wiążą się też początki naszej znajomości, więc jest kolejny powód żeby wybrać ten kierunek. Ja już kiedyś objechałem Roztocze rowerem, solo w 2006 roku, czyli 20 lat temu. I byliśmy tu kiedyś na wakacjach z rodziną w 2019 roku, gdy Agnieszka była z Ulą w ciąży.

Dzień 1 - Zwierzyniec - Krasnobród
W niedzielę 5 lipca odstawiamy Ewę i Bruna na zbiórkę wyjazdową na obozy i około 15 ruszamy do Słowików. Na miejscu tylko szybka kawa i lecimy do Zwierzyńca. Zostawiamy auto na parkingu blisko kościoła na wodzie i browaru, przebieramy się i ok. 19 ruszamy w trasę. Agnieszka trekiem, który kupiliśmy na podróż poślubną, a ja tegorocznym gravelem. Zależy nam, żeby pierwszego dnia przejechać chociaż kilkanaście kilometrów, żeby lepiej wejść w rytm tej krótkiej wyprawy. i mieć co najmniej dwa wieczory i dwa poranki w namiocie.
Do Krasnobrodu mamy ok. 20 km. Trasa wiedzie wzdłuż Wieprza asfaltem przez wioski. Wieczór jest ciepły i przyjemny. To nasz pierwszy wyjazd bez dzieci od pięciu lat i pierwszy w takich okolicznościach. Czuję się trochę dziwnie, ale przyjemnie. Ostatni raz byliśmy w tych okolicach z dziećmi w 2019 roku. Od tego czasu przybyło infrastruktury turystycznej, spływów, nowoczesnych domków itp. przynajmniej w tym rejonie Roztocza. Po godzinie jesteśmy w Krasnobrodzie, śpimy na niewielkim polu namiotowym. Oprócz nas jest tylko jakaś rodzina w domku. To pierwsza noc Agnieszki pod namiotem.
Dzień 2 - Krasnobród - Hrebenne - Majdan Sopocki
Rano ruszamy przez krasnobrodzki rynek do sanktuarium z charakterystycznymi bordowymi zdobieniami. Zwiedzamy wnętrze z cudownym obrazem. Dalej jedziemy kawałek do pobliskiej kapliczki na wodzie, jednej z wielu na Roztoczu. Od naszej ostatniej wizyty poziom wody obniżył się na tyle, że woda nie płynie już samoczynnie i nie tworzy rzeczki, tylko trzeba ją pompować abisynką. Uzupełniamy więc zapasy i ruszamy w stronę Tomaszowa Lubelskiego. Do Tomaszowa wiedzie droga asfaltowa, z tych bardziej głównych, przez stary, gęsty las. Mija nas trochę rozpędzonych aut, ale jedzie się przyjemnie, trochę w górę, trochę w dół. Na ostatnim odcinku jest wydzielona ścieżka rowerowa.

Tomaszów Lubelski
Na głównym placu w Tomaszowie stajemy na kawę i loda z widokiem na biało-żółtą cerkiew, gmach szkoły muzycznej i drewnianą zabudowę. Dalej jedziemy lokalnymi drogami na wschód od Bełżca i Lubyczy Królewskiej. Piękne widoki, teren lekko pofałdowany, kolorowe pola, przydrożne krzyże i kapliczki, spokojne wioski z cerkwiami, pogoda słoneczna, ale bez upału, wiatr w plecy. W takich okolicznościach dojeżdżamy do Hrebennego, a stamtąd na zachód do wioski Siedliska. W Siedliskach pierwszy raz zastajemy lokalne muzeum otwarte. Oglądamy kolekcję skrzemieniałych drzew. Siedliska i okolice to jedno z pięciu miejsc na świecie, gdzie takie skamieliny występują w dużych ilościach. Odwiedzamy też kapliczkę na źródłach rzeki Prutnik. Siedliska to malutka, ale bardzo malownicza wioska tuż przy granicy z Ukrainą. Jest trochę oddalona od głównej drogi i jest położona wzdłuż rzeczki, wśród starodrzewia. Siedliska są najdalej wysuniętym punktem dzisiejszej pętli. Stamtąd zaczynamy powrót w przeciwnym kierunku, czyli pod wiatr. Jedziemy przez Werchratę i Wolę Wielką do Narola zwykłym asfaltem. Na obiad do Narola docieramy już dość zmęczeni. Od rana przejechaliśmy 75 km. Z Narola już mniej głównymi drogami docieramy na kemping w Majdanie Sopockim Drugim. Kemping znajduje się w dawnej bazie ZHP, tuż nad wodą, w sosnowym lesie. Nie ma dużo ludzi. Robimy dziś prawie 100 km. Większość zaplanowaliśmy na dziś, bo na jutro zapowiadają opady, więc zostawiamy sobie już tylko ok. 30 km do Zwierzyńca.

Dzień 3 - Majdan Sopocki - Zwierzyniec
Rano faktycznie trochę pada, ale niezbyt mocno, szybko przestaje. Poranek pochmurny. Ruszamy przez Józefów i Floriankę do Zwierzyńca. Ostatnie kilometry przyjemną szutrówką przez Roztoczański Park Krajobrazowy, cały czas z górki. W Zwierzyńcu jeszcze kawa i pakujemy się do auta. Mamy jeszcze trochę czasu, więc na obiad ruszamy do Zamościa, gdzie zwiedzamy też trochę miasto, katedrę i kilka galerii, w tym Akademię Zamojską po niedawnym remoncie. W Akademii jest akurat wystawa prac Olgi Siemaszko i Franciszka Maśluszczaka.